- Zabrałem syna i ruszyłem

hotel konferencje |Nieruchomości Bułgaria |Metalowe parapety

„— Zabrałem syna i ruszyłem w pościg za złodziejem. On uciekał na wschód z wypchanym workiem moich przecież pieniędzy. Dopadliśmy złodziejaszka w jakiejś dziurze...
— To się nazywało Goodwill — wtrącił George Flanagan — nad Niobrarą, w Nebrasce...
—» Niech tam — Harry machnął ręką — nie mam głowy do nazw. Otóż w tym Goodwill jest tylko jedna karczma...
— „Pod Szarą Sową" — wtrącił syn.
— Nieważne... W tej karczmie dopadliśmy uciekiniera. Wyobraźcie sobie, siedział spokojnie przy stole i rżnął w karty z grupą podobnych jemu włóczykijów. Leżał przed nim stos monet. Nawet się nie przestraszył na nasz widok ani okiem mrugnął. Myślę, że ograł swych towarzyszy niezbyt uczciwym sposobem i nie wiedział, jak się wycofać. Wstał od stołu, elegancko przeprosił graczy i powiedział do mnie, że wszystko „wyjaśni na stronie". No to wzięliśmy go „na stronę", do strasznie nędznego pokoiku. Oczywiście, nic nie wyjaśnił. Tłumaczył, że to była nadzwyczajna okazja dostać taką cenę za bydło. Mało tego, rozsupłał swój worek i wyciągnął stos pieniędzy. Powiadam wam osłupiałem! Nic wiedziałem, co o tym człowieku sądzić pomylony czy oszust Zaraz go zapytałem, czemu to zamiast zwrócić mi pieniądze pognał nie wiadomo dokąd. Odparł, piąte przez dziesiąte, że w drocze powrotnej coś go napadło i postanowił odwiedzić Goodwill, w którym rzekomo chował się od maleńkości. Jużgotów byłem w to wszystko uwierzyć, ale on sam popsuł dobre wrażenie. Nocowaliśmy we trójkę w jednym pokoju i rankiem...“(5)

<<<< Theo miał bratu | Billot podwoił swoje >>>>

inwestorzy venture capital |kable |projekty domów letniskowych