to statki szybkie silne
„to statki szybkie, silne i pozbawione skrupułów; każdy z nich mógł spokojnie przepołowić każdego „cywila", a traf chciał, że przy pogrążonych w ciemności nabrzeżach pasażerskich cumowały akurat dwa największe transatlantyki świata, jeden koło drugiego. Naprawdę źle by się to skończyło, gdyby awaria nastąpiła o pół godziny wcześniej.
No, a skoro już mówimy o komunikacji, trzeba koniecznie opowiedzieć, co się działo podczas zaćmienia na międzynarodowym lotnisku imienia Kennedyego. Normalnie co 35 sekund ląduje tam lub startuje samolot, lecz w piątek, przed weekendem, ruch jest jeszcze bardziej natężony.
Anegdoty lotnicze o skutkach zaćmienia przytaczano potem w prasie całymi tygodniami. Mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu dwie z nich, których morał jest taki, że niczego w życiu nie należy się zapierać. Albowiem naprawdę wszystko może się zdarzyć.
Pierwsza z nich dotyczy pilota skandynawskich linii lotniczych SAS. Na jakieś pół minuty przed „wybuchem ciemności", zaczął podchodzić do lądowania wielkim odrzutowcem pasażerskim. Zezwolenie na lądowanie otrzymał dokładnie w tym samym momencie, kiedy zgasła ziemia. Jeszcze sekundę wcześniej objął wzrokiem światła Nowego Jorku, a naprawdę jest na co popatrzeć, ustalił ton tykania radiopelengatora w słuchawkach (jest to rodzaj akustycznego kompasu, jeśli można to tak nazwać), po czym położył samolot w ciasny, głęboki skręt, podczas którego i tak zazwyczaj widać tylko aksamitną czerń nocnego nieba. Kiedy wrócił do lotu poziomego — nie zobaczył już ani świateł miasta, ani oświetlonego pasa startowego, ani świateł wieży kontrolnej. Na domiar złego przestał słyszeć cokolwiek w słuchawkach, a przerażony radiooficer krzyknął, że dyżurny z ziemi zamilkł. Ziemia w ciągu jednej sekundy ogłuchła, oślepła i zaniemówiła. Ile w końcu można narozrabiać jednym głupim ruchem sterów i lotek Pilot opowiadał później, że po raz pierwszy w życiu obawiał się o własną równowagę psychiczną. W końcu, nie jest to taka znów sobie zwyczajna rzecz, kiedy zamiast największego miasta świata dostrzega się pod sobą coś w rodzaju afrykańskiej wioski oświetlonej łuczywami, bo tylko tak wyglądały z wysokości słabe światła reflektorów samochodowych.“(15)