Trafiam wreszcie na furmanki

manekiny |Lekarze Jelenia Góra |Lekarze Żyrardów

„Trafiam wreszcie na furmanki. Wkrótce nadciąga również „Sarna". Ładujemy się na wymoszczone słomą siedzenia. Pozostałe furmanki zajmuje obstawa. Ruszamy na melinę.
Milczący woźnica z karabinem przewieszonym przez plecy, twarzą zaś do nas siedzi młodziutki — dziewiętnastoletni partyzant. Na piersi pistolet maszynowy. Początkowo jest wyraźnie onieśmielony, ale niebawem rozkręca się i wyczerpująco odpowiada na nasze pytania. Od niego wiemy, że ubezpiecza nas oddział Armii Krajowej pod dowództwem porucznika „Nerwy". Niedaleko od lądowiska, bo tuż pod wsią Radawiec, znajduje się umocniony i silnie obsadzony niemiecki punkt obserwacji lotniczej. Możemy jednak być spokojni, albowiem już na dwie godziny przed północą jedna z grup osłonowych otoczyła Niemców i zablokowała w bunkrach, przecinając jednocześnie kable telefoniczne łączące punkt z Lublinem. W tej sytuacji nieprzyjaciel wolał nie angażować się w nocne starcie i nic wychylał nosa ze swych umocnień udając, że niczego nie widzi i niczego się nie domyśla. Wiemy już więc, iż w tym rejonie noc należy do partyzantów.
Przed nami słabo oświetlony przejazd kolejowy, opodal mała stacyjka. Pojawia się na koniu porucznik „Nerwa". Krótki rozkaz i kilku partyzantów biegnie na zwiady. Po paru minutach sygnał latarką — droga wolna. Ostrym kłusem przeskakujemy tory i po około półtorej godziny wjeżdżamy do nie znanej mi wioski. Dzisiaj, sądząc według mapy, myślę, iż był to zapewne Miłocin.“(2)

<<<< W tych warunkach należało | Lecz dziewczyna siedziała >>>>

huomenlahjakuvaus |torby ekologiczne |Architekt wnętrz